Strona Życzenia urodzinowe, Życzenia imieninowe,
wierszyki miłosne Opis: życzenia -
- Link: Grafika: Klamerka.pl
wierszyki urodzinowe -
życzenia imieninowe
- Link: Życzenia
Grafika: Wczytuje - oraz inne
wierszyki miłosne i wiersze na urodziny - Link: smsy
- Link:
wierszyki - Link:
cytaty - Link: aforyzmy
Opis: Powiedzenia - Link: Przysłowia
Opis: Przysłowia - Link: Powiedzenia
Opis: Dodaj życzenia - Link: Szukaj
Opis: Szukaj - Link: Dodaj życzenia
Opis: sklep - Link: RandkiOpis: Forum
- Link: Forum
- Link: Życzenia urodzinowe
- Link:
walentynki - Link: 18 urodziny
- Link:
Życzenia
- Link: Bez okazji
- Link: Andrzejki
- Link: Dla przyjaciela
- Link:
boże narodzenie - Link: Dla wojaków
- Link: Dla rodziców
- Link: Dzień babci
- Link: Do pamiętnika
- Link: Dzień dziadka
- Link: Dzień chłopaka
- Link: Dzień górnika
- Link: Dzień dziecka
- Link:
dzień matki - Link:
dzień kobiet - Link: Halloween
- Link: Dzień ojca
- Link: Jubileuszowe
- Link: Imieninowe
- Link: Mikołajkowe
- Link: Komplementy
- Link: Na chrzest
- Link: Miłosne
- Link: Na dzień dobry
- Link: Na dobranoc
- Link: Na pocieszenie
- Link: Na Komunię Św.
- Link: Na wieczór panieński
- Link: Na wieczór kawalerski
- Link: Narodziny dziecka
- Link: Na zdjęcia
- Link: Pozdrowienia
- Link: Noworoczne
- Link: Radosne
- Link: Przeprosiny
- Link: Różne
- Link: Rocznica ślubu
- Link: Ślubne
- Link: Sylwestrowe
- Link: Świąteczne
- Link: śmieszne
- Link: Toasty
- Link: Tęsknota
- Link: Urodzinowe
- Link: Toasty weselne
- Link: Weselne
- Link:
walentynki - Link: Złamane serce
- Link:
wielkanocne - Link: Bóg
- Link:
- Link: Człowiek
- Link: Ból i cierpienie
- Link: Kobiety
- Link: Dobro
- Link: Marzenia
- Link: Małżeństwo
- Link: Miłość
- Link: Mężczyzna
- Link: Pieniądze
- Link: Nadzieja
- Link: Prawda
- Link: Piękno
- Link: Radość
- Link: Przyjaźń
- Link: Śmierć
- Link: Szczęście
- Link:
- Link: Życie
- Link: Dla dzieci
- Link: Ból i cierpienie
- Link: Erotyczne
- Link: Dobro
- Link: Marzenia
- Link: Fraszki
- Link: Nadzieja
- Link: Miłosne
- Link: O Polsce / patriotyczne
- Link: O kobietach
- Link: O sobie
- Link: O przyjaźni
- Link: O zwierzętach
- Link: O szczęściu
- Link: Polityczne
- Link: O życiu
- Link: Radość
- Link: Pory roku
- Link: Smutek
- Link: Różne
- Link: Śmieszne
- Link: Śmierć
- Link: Wspomnienia
- Link: Tęsknota
- Link: Złamane serce
- Link: Zerwanie
- Link:
cytaty
- Link: Znanych poetów
- Link: Bogactwo
- Link: Alkohol
- Link: Cierpienie
- Link: Bóg
- Link: Człowiek
- Link: Cisza
- Link: Dzieci
- Link: Dobro
- Link: Kobiety
- Link: Kłamstwo
- Link: Małżeństwo
- Link: Łacińskie
- Link: Mężczyźni
- Link: Marzenia
- Link: Myślenie
- Link: Miłość
- Link: Odpowiedzialność
- Link: Nadzieja
- Link: Po angielsku
- Link: Pieniądze
- Link: Pozostałe
- Link: Polityka
- Link: Prawda
- Link: Praca
- Link: Rozwój
- Link: Przyjaźń
- Link: Seks
- Link: Samotność
- Link: Sukces
- Link: Serce
- Link: Ślubne
- Link: Szczęście
- Link: Wegetarianizm
- Link: Śmierć
- Link: Wiedza
- Link: Wiara
- Link: Z piosenek
- Link: Wspomnienia
- Link: Zdrowie
- Link: Zaufanie
- Link:
smsy (dotyczy:
cytaty)
- Link: Życie
- Link: Erotyczne
- Link: Dwuznaczne
- Link: Maturalne
- Link: Kocham Cię
- Link: Na dobranoc
- Link: Miłosne
- Link: Na Mikołajki
- Link: Na dzień dobry
- Link: Pozdrowienia
- Link: Powiedzenia
- Link: Śmieszne
- Link: Słodkie
- Link: Złośliwe
- Link: Wyznanie
- Link: Anegdoty
- Link:
Inne (dotyczy: życzenia)
- Link: Komentarze do profilu
- Link: Halloween
- Link: Mam problem
- Link: Listy miłosne
- Link: Obrazki graficzne
- Link: Myśli i przemyślenia
- Link: Podziękowania
- Link: Opowiadania
- Link: Prima Aprilis
- Link: Powiedzenia
- Link: Przyśpiewki weselne
- Link: Przysłowia
- Link: Tłusty czwartek
- Link: Rymowanki dla dzieci
- Link: Wyliczanki
- Link: Wpisy, komentarze
- Link: Złote myśli
- Link: Zaproszenia
Opcje:
- Link: 11 listopada
- Link: Kontakt
- Link: Andrzejki
- Link: Halloween
- Link: Choinka
- Link: Daty imienin
- Link: Kolędy
- Link: Święty Mikołaj
- Link: Tłusty czwartek
- Link: Ważne daty świąt
Podyskutuj (dotyczy: życzenia)
O stronie:
Znajdziesz tutaj gotowe życzenia na urodziny. Starannie wyselekcjonowane życzenia urodzinowe i życzenia imieninowe. Do tego
wierszyki urodzinowe i wiersze miłosne! Polecamy również
smsy na dzień dobry i sms na dobranoc. Albo
wierszyki o miłości, życzenia bez okazji i życzenia ślubne - tutaj czekają na Ciebie najlepsze
wierszyki miłosne dla zakochanych. Miłego pobytu!
zyczenia Ocena: 3.2/5.0 (32 razy głosowano)
Opis: życzenia i
wierszyki rozmiar tekstu:
Link: A Link: AA Link: AAA Życzenia
- Link: Forum
Opis: 1 out of 5 - Link: 2
Opis: 2 out of 5 - Link: 1
Opis: 3 out of 5 - Link: 4
Opis: 4 out of 5 - Link: 3
Opis: 5 out of 5 - Międzynarodowy Dzień Czerwonego Krzyża i Czerwonego Półksiężyca
Życzenia urodzinowe,
wierszyki urodzinowe, życzenia imieninowe,
wierszyki miłosne
38826 | Opowiadania | Dodał:
Link: anonimowi , 2012-04-26 11:43, punktów: 2 Szczeniaki na sprzedaż.
Właściciel sklepu przytwierdził nad wejściem tabliczkę z napisem: "Szczeniaki na sprzedaż".
Takie ogłoszenia zazwyczaj przyciągają dzieci, wiec niebawem w sklepie pojawił sie mały chłopiec.
- Po ile pan sprzedaje swoje szczeniaki? - zapytał.
- Tak po 30 do 50 dolarów - odparł właściciel.
Chłopczyk sięgnął do kieszeni i wydobył z niej kilka drobnych monet.
- Mam 2 dolary i 37 centów - powiedział. - Czy mógłbym zobaczyć te pieski, proszę pana?
Sprzedawca uśmiechnął sie i zagwizdał. Z budy wyszła Lady. Truchtem pobiegła przez sklep,
a za nia potoczyło sie pięć malusieńkich, drobniuteńkich kuleczek.
Jedno ze szczeniąt wyraźnie zostawało w tyle. Chłopiec natychmiast wskazał na nie nadążającego
za resztą, kulejącego psiaka i spytał:
- Co mu sie stało?
Właściciel wyjaśnił mu, ze badał go juz weterynarz i okazało się, ze psiak ma niewłaściwą budowę biodra.
Zawsze juz będzie kulał, na zawsze pozostanie kaleką.
Chłopiec zapalił sie natychmiast.
- Właśnie tego szczeniaka chciałbym kupić! - oznajmił.
- Nie, nie. To niemożliwe, byś chciał kupić tego pieska - odparł sprzedawca. - jezeli naprawdę ci na nim zależy, po prostu ci go dam.
Chłopczyk wyglądał na poważnie zdenerwowanego. Spojrzał właścicielowi prosto w oczy i wskazując palcem, odezwał się:
- Nie chcę, żeby pan mi go dawał. Ten piesek jest wart co do grosza tyle samo co pozostałe szczeniaki i zapłacę za niego całą sumę.
Właściwie, to zapłacę panu teraz tylko 2 dolary i 37 centów, lecz co miesiąc będę przynosił 50 centów, dopóki go nie spłacę.
Sprzedawca zaoponował:
- Ależ ty nie możesz chcieć takiego psa. On nigdy nie będzie mógł biegać, skakać, bawić sie z tobą tak, jak inne szczeniaki.
Chłopczyk schylił sie i podwinął lewą nogawkę spodni, odsłaniając kaleką nogę, wspieraną dużą metalową klamrą. Spojrzał na właściciela sklepu i odparł cicho:
- Cóż, ja sam dobrze nie biegam, a ten szczeniak potrzebuje kogoś, kto to zrozumie!
- Dan Cla
Opis: zobacz życzenie Link: Wrzuć na Facebook -
Link: Skomentuj (0) | Oceń:
Link: Plus czy
Link: minus 38825 | Miłość | Dodał:
Link: anonimowi , 2012-04-26 11:39, punktów: 1 Miłość to raptem słowo. Słowo z kina, z książki, z kolorowego pisma. Tak wielu ludzi wierzy, ze wystarczy je wypowiedzieć i będzie dobrze, bo ono uleczy, uratuje, oczyści. A to tylko słowo. Łatwo je wypowiedzieć, równie łatwo unieważnić. Ale spróbuj przekształcić je w prawdziwe, trwałe uczucie, zamień je w ściany domu, ktory stać będzie latami, niczym nie zagrożony i da ci szczęście, bezpieczeństwo, poczucie sensu i radości z każdej spędzonej wspólnie chwili. To jest trudne, a często niemożliwe. Niewielu to umie. Naucz sie tego.
- Dorota Terakowska "Ono"
Opis: zobacz życzenie Link: Wrzuć na Facebook -
Link: Skomentuj (0) | Oceń:
Link: Plus czy
Link: minus 38823 |
boże narodzenie | Dodał:
Link: anonimowi , 2012-04-26 00:45, punktów: 0 Piękne
święta w swej tradycji,
gdzie Dzieciątko płacze.
Stoły mamy zastawione.
Może być inaczej?
Lecz to nie sa puste gesty.
W siebie dziś patrzymy
i myślimy o swych bliskich.
Sercem ich widzimy.
Pamiętamy gwar przy stole
i szczere życzenia...
Pamiętamy kolęd brzmienie
i marzeń spełnienia...
Niechaj cudnej atmosfery
Białych Świąt w tym roku
nie zakłóci myśl niegodna.
Wyjdźmy w pełni z mroku.
I niech uśmiech wszędzie gości,
i piękne życzenia,
a marzenia życia godne
dostąpią spełnienia.
autor MK
Opis: zobacz życzenie Link: Wrzuć na Facebook -
Link: Skomentuj (0) | Oceń:
Link: Plus czy
Link: minus 38822 | Pozostałe | Dodał:
Link: anonimowi , 2012-04-25 19:08, punktów: 0 Słowa nie pachną tak pięknie jak kwiaty, ale odpowiednio dobrane tworzą najpiękniejszy bukiet.
- SennaK
Opis: zobacz życzenie Link: Wrzuć na Facebook -
Link: Skomentuj (0) | Oceń:
Link: Plus czy
Link: minus 38821 | Opowiadania | Dodał:
Link: anonimowi , 2012-04-25 18:44, punktów: 1 Cierpliwość
Kochałam cię, gdy byłaś tylko myślą, snem o przyszłym macierzyństwie. Kochałam cię, gdy zastanawiałam się, jak będziesz wyglądać. Trudno było wyobrazić sobie, jak będę nosić twoje maleńkie ciałko, a właściwie tworzyć nowe życie. Wiedziałam jednak, ze pewnego dnia staniesz sie rzeczywistością, a mój sen o macierzyństwie wreszcie sie spełni.
Gdy nadszedł ten dzień, czułam, ze śnię. Nie mogłam uwierzyć, ze juz jesteś we mnie. Głaskałam swoj brzuch i mówiłam do ciebie. Myślałam o dniu, gdy będę mogła wziąć cie w ramion, spojrzeć na ciebie i wreszcie zobaczyć, jak wyglądasz, ty - moje dziecko. Wszystko, co robiłam, robiłam dla ciebie. Przygotowywałam posiłki i jadłam z myślą o tobie, o kruchym życiu, ktore w sobie noszę.
Twój tatuś i ja zaprojektowaliśmy pokój, wybieraliśmy dla ciebie imiona i zaczęliśmy oszczędzać na twoją przyszłość. juz cie kochaliśmy. Nie mogliśmy doczekać się, gdy ściśniesz nasze palce swoimi maleńkimi paluszkami. Niecierpliwie czekaliśmy, by kąpać twoje delikatne ciałko i słuchać twojego kwilenia, gdy będziesz głodna.
Pragnęliśmy ujrzeć, jak stawiasz pierwsze kroki, usłyszeć, jak wypowiadasz pierwsze słowa, i przeżyć twój pierwszy dzień w szkole. Tęskniliśmy za tym, by pomagać ci w lekcjach i chodzić na twoje mecze. Próbowałam sobie wyobrazić, jak moje malutkie dziecko nazywa tatusiem mężczyznę, ktorego kocham. Widzieliśmy to wszystko oczami wyobraźni podczas tych miesięcy, gdy rosłaś we mnie. Kochaliśmy cię!
I w jednej chwili zabrano nam te marzenia. Pewnego mglistego poranka podczas rutynowej kontroli dowiedzieliśmy się, ze juz kilka tygodni wcześniej przestałaś sie rozwijać. Odeszłaś od nas, a my nawet o tym nie wiedzieliśmy. Wszystkie nasze myśli i marzenia były daremne. Ale ciągle cie kochaliśmy! Upłynęło dużo czasu, zanim otrząsnęliśmy sie z szoku. Powiedziano nam, ze za parę miesięcy znowu mogę zajść w ciążę. Ale my pragnęliśmy ciebie!
W końcu zdałam sobie sprawę, ze Bóg nie chciał, abyśmy wtedy mieli dziecko, ze powinniśmy sie do tego lepiej przygotować. Uspokoiło nas to trochę, lecz nadal tęskniliśmy za tobą. Nie mogliśmy sie ciebie doczekać, lecz musieliśmy być cierpliwi. Wiedzieliśmy, ze gdy sie narodzisz, ja zostanę w domu. Jednak byś miała lepsze życie, twój tatuś powinien najpierw skończyć studia. I w ten sposób pogodziliśmy sie w końcu ze stratą.
Od tamtej pory minęły cztery lata. Pewnego poranka siedziałam w brodziku z moją trzyletnią córeczką. Obserwowałam, jak małymi rączkami nabiera wody do wiaderka, i podziwiałam jej dziecięcą niewinność. To naprawdę cud, ze mogliśmy przebywać z taką wspaniałą istotą. Nagle córeczka spojrzała na mnie uważnie i powiedziała z błyskiem w oku:
- Mamusiu, nie byłaś gotowa, gdy przyszłam pierwszy raz, prawda?
Objęłam moją wspaniałą córeczkę i odparłam ze łzami w oczach:
- Tak, ale bardzo tęskniliśmy, gdy odeszłaś.
Już nie opłakujemy naszego utraconego dziecka, ponieważ ono do nas wróciło. To jest to samo dziecko, ktore pokochaliśmy tak wiele lat temu.
- Sara Parker
Opis: zobacz życzenie Link: Wrzuć na Facebook -
Link: Skomentuj (0) | Oceń:
Link: Plus czy
Link: minus 38820 | Opowiadania | Dodał:
Link: anonimowi , 2012-04-25 18:38, punktów: 0 "Oto najlepsza człowieczego życia cząstka: Garść bezimiennych zapoznanych czynów płynących z miłości"
- William Wordsworth
Cyrk
Pewnego razu, gdy byłem jeszcze nastolatkiem, wybrałem sie z tatą do cyrku. Staliśmy w kolejce po bilety, tuż za pewną rodziną, ktora wywarła na mnie ogromne wrażenie. Nietrudno było zgadnąć, ze nie sa najbogatsi. Ubrani byli niedrogo, ale schludnie. Ośmioro dzieci, małych, z pewnością poniżej dwunastu lat, zachowywało sie nienagannie, karnie stojąc w parach za rodzicami i trzymając sie za ręce. Brzdące cały czas trajkotały z przejęciem, opowiadając sobie o klownach, słoniach i innych cudach, ktore miały za chwile zobaczyć. Z łatwością można było sie domyślić, ze jeszcze nigdy nie były w cyrku, i ze wieczór ten zapowiadał sie jako największa atrakcja w ich dotychczasowym życiu.
Rodzice stali z przodu, dumni ze swych latorośli. Ona trzymała czule dłoń swego męża i spoglądała na niego z uwielbieniem, jakby chciała powiedzieć: "Jesteś moim rycerzem w lśniącej zbroi". Widać było, ze duma rozpiera mu serce; uśmiechał sie i spojrzeniem przyznawał jej rację.
Gdy dotarli wreszcie do kasy, kasjerka zapytała go, ile chciałby biletów. Odparł z nieukrywanym zadowoleniem w głosie:
- Proszę osiem biletów ulgowych i dwa normalne. Wybieramy sie do cyrku całą rodziną.
Kasjerka natychmiast podała cenę.
Żona puściła dłoń męża i skłoniła wstydliwie głowę. Mężczyzna pochylił sie nieznacznie do okienka i drżącym głosem poprosił:
- Mogłaby mi pani powtórzyć?
Kasjerka posłusznie podała cenę jeszcze raz.
Nie miał tyle pieniędzy! Jak powie dzieciom, ze nie stać go na bilety do cyrku?!
Mój tato, widząc, co sie święci, poszperał w kieszeni, wyciągnął dwudziestodolarowy banknot i upuścił go na ziemię. (Bynajmniej nie byliśmy bogaci!) Potem pochylił się, podniósł zgubę i delikatnie poklepał mężczyznę po ramieniu.
- Przepraszam pana, zdaje się, ze wypadło to panu z kieszeni - powiedział.
Mężczyzna natychmiast domyślił się, o co chodzi. Nie prosił o jałmużnę, lecz z pewnością był wdzięczny za pomoc w tak krępującej sytuacji. Spojrzał mojemu ojcu prosto w oczy, ujął w obie ręce jego dłoń zaciśniętą mocno na dwudziestodolarówce. Drżały mu usta, a po policzkach spływały łzy.
- Dziękuję, dziękuję panu - rzekł. - To tak wiele dla znaczy dla mojej rodziny ...
Wróciliśmy z tatą do domu. Nie spędziliśmy tego wieczora w cyrku, ale humor mieliśmy doskonały.
- Dan Clark
z książki "Balsam dla duszy 2"
Opis: zobacz życzenie Link: Wrzuć na Facebook -
Link: Skomentuj (0) | Oceń:
Link: Plus czy
Link: minus 38819 | Opowiadania | Dodał:
Link: anonimowi , 2012-04-25 18:32, punktów: 0 Lista
Pewnego dnia nauczycielka poprosiła swoich uczniów, by wypisali na kartce imiona wszystkich kolegów z klasy, zostawiając przy tym trochę miejsca obok nich. Potem powiedziała do uczniów, by sie zastanowili nad najmilszą rzeczą, ktorą mogliby powiedzieć o każdym ze swoich kolegów i napisali to obok ich imion. Trwało to całą godzinę, zanim wszyscy skończyli, i przed opuszczeniem klasy oddali swoje kartki nauczycielce.
W weekend nauczycielka napisała każde nazwisko na kartce i obok niego listę miłych rzeczy przypisanych mu przez kolegów ... W poniedziałek każdemu z uczniów oddała jego czy jej listę. juz po krótkiej chwili wszyscy sie uśmiechali. "Rzeczywiście?", było słychać szepty, "Nawet nie wiedziałem, ze dla kogoś coś znaczę!" i "Nie wiedziałem, ze inni mnie tak lubią", brzmiały komentarze. Nikt potem nie wspominał juz o tych listach. Nauczycielka nie wiedziała, czy uczniowie dyskutowali o nich ze sobą czy z rodzicami, ale to nie było istotne. Ćwiczenie wypełniło swoje zadanie. Uczniowie byli zadowoleni z siebie i z innych.
Kilka lat lat później jeden z uczniów zmarł i nauczycielka poszła na
jego pogrzeb. Kościół był pełen przyjaciół. Jeden po drugim z tych, ktorzy kochali czy znali młodego człowieka, przechodzili obok trumny i oddawali ostatnią cześć. Nauczycielka podeszła jako ostatnia i modliła sie przy trumnie. Kiedy tam stała, ktoś z niosących trumnę powiedział do niej: "Czy była pani nauczycielką matematyki Marka?" Skinęła: "Tak".
Ten powiedział: "Mark bardzo często mówił o pani." Po pogrzebie większość szkolnych kolegów Marka zebrało sie razem. Byli tam również jego rodzice i wyraźnie czekali na to,
by porozmawiać z nauczycielką. "Chcemy pani coś pokazać", powiedział ojciec i wyciągnął portfel z kieszeni. "Znaleziono to, kiedy zginął Mark.
Sądziliśmy, ze pani to rozpozna". Wyjął z portfela zniszczoną kartkę, ktora najwyraźniej sklejona, była wielokrotnie składana i rozkładana. Nauczycielka wiedziała, nie patrząc, ze była to ta kartka, na ktorej były miłe rzeczy, jakie koledzy napisali o Marku. "Chcieliśmy pani bardzo podziękować za to, ze pani to zrobiła", powiedziała matka Marka, "Jak pani widzi, Mark bardzo to cenił". Wszyscy dawni uczniowie zebrali sie wokół nauczycielki. Charlie
uśmiechnął sie i powiedział: "Ja też mam jeszcze moją listę.
Jest w górnej szufladzie mojego biurka". Żona Hainza powiedziała: "Hainz poprosił mnie, żebym wkleiła listę do naszego ślubnego albumu". "Ja też ciągle mam swoją", powiedziała Monika, "jest w moim dzienniku". Potem Irena, inna uczennica, sięgnęła to swojego
terminarza i pokazała wszystkim swoja porwaną i postrzępioną listę: "Zawsze noszę
ją przy sobie" powiedziała i dodała: "Sądzę, ze wszyscy zachowaliśmy nasze listy".
Nauczycielka była tak wzruszona, ze musiała usiąść i zaczęła płakać. Płakała nad Markiem i nad wszystkimi kolegami, ktorzy go nigdy juz nie zobaczą.
Żyjąc z bliźnimi, często zapominamy, ze każde życie kiedyś sie kończy i ze nie wiemy, kiedy ten dzień nadejdzie. Dlatego należy mówić ludziom, ktorych sie kocha, ze sa szczególni i ważni. Powiedz im to, zanim będzie za późno.
Pomyśl, zbierasz to, co siejesz.
To co wniesiemy do życia innych, wróci do naszego życia.
- Jack Canfield, Mark Victor Hanse
z książki "Balsam dla Duszy"
Opis: zobacz życzenie Link: Wrzuć na Facebook -
Link: Skomentuj (0) | Oceń:
Link: Plus czy
Link: minus 38818 | Opowiadania | Dodał:
Link: anonimowi , 2012-04-25 18:27, punktów: 0 O widoku z murów miasta.
- Kim jestem? - spytał kiedyś starca pewien młodzian.
- Jesteś tym, za kogo sie uważasz - odrzekł starzec - wyjaśni ci to taka historyjka...
Zachodziło słońce. Z murów miasta można było zobaczyć na linii horyzontu dwie obejmujące sie sylwetki.
"To jakiś tatuś i mamusia" - pomyślała niewinna dziecinka.
"To kochankowie" - pomyślał mężczyzna ze złamanym sercem.
"To dwaj przyjaciele, co spotkali sie po wielu latach" - pomyślał człowiek samotny.
"To dwaj kupcy, co dobili targu" - pomyślał skąpiec.
"To ojciec obejmuje syna wracającego z wojny" - pomyślała pewna pani o tkliwej duszy.
"To córka ściska ojca, ktory wraca z dalekiej podróży" - pomyślał człowiek pogrążony w bólu po śmierci córki.
"To para zakochanych" - pomyślała dziewczyna marząca o miłości.
"To dwaj ludzie walczą do ostatniej kropli krwi" - pomyślał morderca.
"Kto wie, dlaczego sie obejmują" - pomyślał człowiek o oschłym sercu.
"Jaki to piękny widok; dwoje obejmujących sie ludzi" - pomyślał duchowny.
- W każdej myśli - zakończył starzec - widzisz siebie samego takim, jakim jesteś. Analizuj często swoje myśli; mogą ci one powiedzieć o wiele więcej o tobie samym niż jakikolwiek nauczyciel.
- Pier D\'Aubrigy
Opis: zobacz życzenie Link: Wrzuć na Facebook -
Link: Skomentuj (0) | Oceń:
Link: Plus czy
Link: minus 38817 | Opowiadania | Dodał:
Link: anonimowi , 2012-04-25 18:06, punktów: 0 Dobrze ze jesteś.
Pewna nowojorska nauczycielka postanowiła przeprowadzić pośród uczniów klas maturalnych interesujący eksperyment, wymyślony wcześniej przez Helice Bridges z Del Mar w Kalifornii. Podczas zajęć wzywała po kolei każdego ucznia na środek klasy, mówiła mu, jak wiele znaczy dla niej i dla pozostałych uczniów, a następnie darowała mu błękitna tasiemkę ze złotym napisem: "Dobrze ze jesteś".
Nauczycielka zdecydowała też, ze klasa wykona podobne doświadczenie w swoim środowisku, by sprawdzić, jaki wpływ na otoczenie wywrze takie publicznie wyrażone uznanie. Każdy z uczniów otrzymał wiec trzy dodatkowe tasiemki wraz z poleceniem, by obdarować jedną z nich kogoś szczególnego w dowód wdzięczności czy uznania i ofiarować mu pozostałe dwie z prośbą, by przekazał je dalej. W ciągu tygodnia uczniowie powinni zdać klasie sprawę z przeprowadzonego eksperymentu.
Jeden z chłopców udał sie do ktoregoś z kierowników pobliskiego przedsiębiorstwa i uhonorował go tasiemką za pomoc, ktorej udzielił mu w planowaniu jego przyszłej kariery zawodowej. Chłopak przypiął błękitną tasiemkę do koszuli przełożonego.
- Przeprowadzamy z klasą mały eksperyment dotyczący wyrażania innym naszego uznania - wyjaśnił.
- Chciałbym, aby pan także znalazł kogoś, kogo pragnąłby uhonorować w ten sposób, ofiarował mu taką tasiemkę i dał dodatkową, by ta osoba mogła nagrodzić nia jeszcze kogoś. Zależałoby mi - dodał - aby opowiedział mi pan później, kto otrzymał tasiemkę i jakie to miało skutki.
- Młody mężczyzna jeszcze tego samego dnia wybrał sie do swojego szefa, ktory - co trzeba zaznaczyć - miał opinię strasznego zrzędy. Oznajmił mu, ze jest pełen najgłębszego podziwu dla jego twórczego geniuszu. Szef był niesamowicie zdumiony. Jego podwładny zapytał uprzejmie, czy zechciałby przyjąć skromny prezent - błękitną tasiemkę, ktorą pragnąłby wpiąć w jego marynarkę. Zupełnie juz zbity z tropu szef odparł:
- Ależ oczywiście...
- Młody pracownik przytwierdził błękitną tasiemkę do marynarki szefa, tuż nad jego sercem. Wręczył mu potem ostatnią juz wstążeczkę i rzekł:
- Czy wyświadczyłby mi pan przysługę? Zechciałby pan wziąć tę wstążeczkę i kogoś nia obdarować?
- Pewien chłopak, ten, ktory pierwszy dał mi tasiemki, przeprowadza w szkole jakieś doświadczenie czy coś, i zależałoby mu, aby kontynuować tę ceremonię, ponieważ chciałby sprawdzić, jaki ma wpływ na ludzi.
Tego wieczora po powrocie do domu dyrektor posadził obok siebie swego czternastoletniego syna.
- Wiesz - powiedział mu - przytrafiła mi sie dziś nadzwyczajna historia. Jeden z moich młodszych podwładnych przyszedł dziś do mojego biura i podarował mi błękitną tasiemkę, mówiąc ze bardzo mnie podziwia za mój twórczy geniusz. Wyobrażasz sobie?
Jemu sie zdaje, ze jestem pełen twórczego geniuszu! Potem przypiął tę wstążeczkę do mojej marynarki, tuż nad sercem, i dał mi jeszcze jedna, prosząc, bym ja komuś ofiarował. Wracając dziś wieczorem do domu, zacząłem sie zastanawiać, komu chciałbym podarować tę tasiemkę, i pomyślałem o tobie. Chcę ja podarować tobie. Codziennie jestem zawalony pracą i przez to prawie wcale nie mam dla ciebie czasu - mówił dalej.
- Czasem wrzeszczę na ciebie, jezeli nie przynosisz ze szkoły dobrych stopni albo jezeli w twoim pokoju jest bałagan. Ale dziś jakoś tak...Dziś chciałem po prostu usiąść sobie tutaj i, jak by to ująć... I powiedzieć ci, jak wiele dla mnie znaczysz. Poza twoją matką, jesteś najważniejszą istotą w moim życiu. Jesteś wspaniałym dzieciakiem, naprawdę...
Kocham cię...
Chłopiec zaniósł sie płaczem. Szlochał i szlochał, i nie mógł sie uspokoić. Długo nie mógł sie wypłakać. Spojrzał w końcu na swojego ojca i wydusił przez łzy:
- chciałem popełnić samobójstwo,
tato, bo myślałem, ze mnie nie kochasz. Teraz... wszystko jest inaczej...
- Helice Bridges
Opis: zobacz życzenie Link: Wrzuć na Facebook -
Link: Skomentuj (0) | Oceń:
Link: Plus czy
Link: minus 38816 | Opowiadania | Dodał:
Link: anonimowi , 2012-04-25 18:00, punktów: 0 Mała dziewczynka.
Był sobie pewnego razu Wielki Mężczyzna, ktory poślubił kobietę swych marzeń. Ich miłość sprawiła, ze przyszła na świat maleńka dziewczynka.
Była to bystra i pogodna dziewczynka i Wielki Mężczyzna bardzo, bardzo ja kochał.
Gdy była taka malutka, brał ja na ręce i nucąc jej piosenki, pląsał z nia po pokoju, powtarzając: "Kocham cię, Mała Dziewczynko".
Kiedy Mała Dziewczynka podrosła nieco, a Wielki Mężczyzna tulił ja do siebie, mówiąc: "Kocham cię, Mała Dziewczynko",
Mała Dziewczynka robiła kwaśną minkę i dąsała się: "Nie jestem juz małą dziewczynką". Mężczyzna wybuchał wtedy śmiechem.
"Dla mnie zawsze nia pozostaniesz" - mówił.
Mała Dziewczynka, ktora-Nie-Była-Już-Małą-Dzie
wczynką, opuściła w końcu rodzinny dom i poszła w świat.
Poznając coraz lepiej siebie, coraz lepiej poznawała Wielkiego Mężczyznę. Dostrzegała teraz jego siłę, pojęła, jak wielki i potężny jest naprawdę.
Jego moc polegała na tym, ze potrafił okazać rodzinie swą miłość. Dokądkolwiek los zaniósłby ją, Mężczyzna telefonował do niej, by jej przypomnieć: "Kocham cię, Mała Dziewczynko".
Nadszedł jednak dzień, kiedy Mała Dziewczynka, ktora-Już-Nie-Była-Małą-Dzie
wczynką, odebrała pewien straszny telefon. Wielki Mężczyzna został pokonany. Miał wylew.
Afazja, wyjaśnili Dziewczynce lekarze, nie może mówić. Nie byli też pewni, czy rozumie, co mówi sie do niego.
Nie będzie mógł więcej łagodnie uśmiechać sie ani wybuchać gromkim śmiechem, spacerować ani brać nikogo w objęcia, ani tańczyć...
Nie będzie mógł powtarzać Małej Dziewczynce, ktora-już-nie-Była-Małą-Dzie
wczynką, jak bardzo ja kocha...
Dziewczynka przyszła do Wielkiego Mężczyzny. Kiedy leżał nieruchomo na łóżku, nie wyglądał wcale na wielkiego i silnego. Spojrzał na nią, próbował coś powiedzieć, lecz nie potrafił.
Mała Dziewczynka mogła zrobić tylko jedno. Wdrapała sie na łóżko i usiadła obok Wielkiego Mężczyzny. Z ich oczu popłynęły łzy. Objęła niezdolne juz do niczego ramiona ojca.
Przyciskając głowę do jego piersi, rozmyślała nad wieloma rzeczami. Przypomniała sobie owe cudowne lata, ktore spędzili razem, gdy Wielki Mężczyzna chronił ja i pielęgnował.
Jakżesz było jej smutno... Utraciła przecież słowa miłości, ktore wciąż dodawały jej otuchy...
Naraz usłyszała: to bicie serca Mężczyzny, serca, w ktorym mieszkała tamta muzyka i słowa... Biło miarowo i beztrosko,
nie zważając wcale na ułomność reszty ciała. I gdy trwała tak zasłuchana, zdarzyło sie coś fantastycznego, zupełnie jak czary...
Usłyszała to, co tak bardzo pragnęła usłyszeć
Serce Wielkiego Mężczyzny wybijało powoli rytm słów, ktorych nie mogły juz więcej wypowiedzieć jego usta...
Kocham cię...
Kocham cię...
kocham cię...
Mała Dziewczynko...
Mała Dziewczynko...
Mała Dziewczynko...
I mogła być znów spokojna...
- Patty Hansen
Opis: zobacz życzenie Link: Wrzuć na Facebook -
Link: Skomentuj (0) | Oceń:
Link: Plus czy
Link: minus 38815 | Opowiadania | Dodał:
Link: anonimowi , 2012-04-25 17:55, punktów: 0 Miłość, ktorą otrzymałeś, traktuj jak wielki skarb.
Będzie ona trwać jeszcze długo po tym, jak twe złoto i zdrowie przestaną istnieć.
- Og Mandino
Płacz ojca.
Siedziałem samotnie przy stole, otoczony niewielkim kręgiem światła. Reszta domu była pogrążona w ciemności. Płakałem.
W końcu udało mi sie położyć dwójkę moich małych dzieci do łóżka. Musiałem być dla nich zarówno matką, jak i ojcem. Wykąpałem je przy akompaniamencie krzyków radości, szalonych biegów w kółko, śmiechów i rzucania w siebie różnymi rzeczami. W końcu ucichły, położyły sie do łóżek, a ja dałem każdemu z nich przepisowe pięć minut drapania po plecach. Potem wziąłem gitarę i zacząłem wieczorny rytuał polegający na odśpiewaniu ludowych piosenek, ktore kończył utwór pod tytułem "wszystkie śliczne małe koniki". Była to ulubiona piosenka moich dzieci. Śpiewałem ja bez końca, coraz ciszej i ciszej, aż w końcu zasnęły.
Rozwiodłem sie niedawno, uzyskując pełną opiekę nad dziećmi. Pragnąłem zapewnić im normalne domowe życie. Przy nich starałem sie zawsze, aby na mojej twarzy gościło szczęście. Starałem sie też, by wszystko było tak, jak kiedyś. Ten wieczorny rytuał również był taki sam, jak dawniej. Z jednym wyjątkiem : brakowało matki. Jednak znowu sie udało, pomyślałem. Kolejny wieczór pełen sukcesów.
Wstałem powoli, usiłując uniknąć jakiegokolwiek hałasu, ktory mógłby obudzić dzieci, bo zażądałyby nowych piosenek i opowieści. Wyszedłem na palcach z dziecinnego pokoju, zamknąłem drzwi i zszedłem na dół.
Osunąłem sie na krzesło i wtedy zdałem sobie sprawę z tego, ze usiadłem ze spokojem pierwszy raz od czasu, gdy wróciłem z pracy. Najpierw gotowałem i podawałem posiłek, a potem zachęcałem dwójkę maluchów do jedzenia. Później myłem naczynia, bez przerwy spełniając ich liczne prośby o chwilę uwagi. Pomogłem starszemu przy lekcjach i podziwiałem rysunki młodszego. Potem zachwycałem sie jego wspaniałą konstrukcją z klocków lego. Kąpanie , opowiadanie, drapanie po plecach, piosenki i wreszcie chwila dla siebie. Przez chwilę odczułem ulgę.
A potem wszystko zwaliło sie na mnie: zmęczenie, ciężar odpowiedzialności, myśl o rachunkach, co do ktorych nie byłem pewien, czy zostały zapłacone, nie kończące sie szczegóły związane z prowadzeniem domu.
No i ta samotność. Miałem wrażenie, ze znajduję sie na dnie wielkiego morza samotności. Wszystko dotarło do mnie w tym samym momencie. Poczułem sie zagubiony i pogrążony. W końcu, zupełnie niespodziewanie, zacząłem szlochać. Siedziałem przy stole i cicho pochlipywałem.
Wtem objęły mnie czyjeś małe ramionka i zobaczyłem współczującą buzię mojego pięcioletniego synka. Zawstydziłem się, ze zobaczył jak płaczę.
- Przepraszam, Ethan. Nie wiedziałem, ze jeszcze nie śpisz.
Nie mam pojęcia, dlaczego tak jest, wielu ludzi przeprasza za swoje łzy, a ja nie byłem wyjątkiem.
- Nie chciałem płakać - powiedziałem - Przepraszam. Jestem dzisiaj trochę smutny.
- W porządku, tatusiu. Możesz płakać, jesteś przecież człowiekiem.
Nie potrafię wyrazić tego, jak bardzo uszczęśliwił mnie ten mały chłopczyk. Jego mądra niewinność udzieliła mi pozwolenia na łzy. Chciał przez to powiedzieć, ze nie zawsze muszę być silny, ze czasem mogę pozwolić sobie na chwilę słabości i uzewnętrznić swoje uczucia.
Mały wślizgnął sie na moje kolana, a potem tuliliśmy sie do siebie i rozmawialiśmy przez chwilę. W końcu zabrałem go do łóżka i otuliłem kołdrą. Dziwne, ale tej nocy spałem zupełnie dobrze. Dziękuję ci, synku.
- Hanoch McCarty
Opis: zobacz życzenie Link: Wrzuć na Facebook -
Link: Skomentuj (0) | Oceń:
Link: Plus czy
Link: minus 38814 | Opowiadania | Dodał:
Link: anonimowi , 2012-04-25 17:52, punktów: 0 Czy mówiłem ci juz dzisiaj, ze cie uwielbiam?
Kiedykolwiek mój tato rozpoczynał ze mną rozmowę, pierwszym zdaniem, jakie wypowiadał, było: "Czy mówiłem ci juz dzisiaj, ze cie uwielbiam?"
Odwzajemniałam jego miłość, a w późniejszych latach, gdy jego życie zaczęło wyraźnie przygasać, staliśmy sie sobie jeszcze bliżsi. jezeli w ogóle mogliśmy stać sie jeszcze bliżsi...
Gdy ukończył osiemdziesiąt dwa lata, mój ojciec był gotów pogodzić sie ze śmiercią, ja zaś byłam gotowa pozwolić mu odejść, wiedząc, ze to zakończy jego cierpienie. Śmialiśmy sie i płakali i trzymając sie za ręce, zapewnialiśmy jedno drugie o naszej wzajemnej miłości.
Pamiętam, ze powiedziałam:
- Tato, gdy juz odejdziesz, daj mi znak, ze masz sie dobrze.
Roześmiał się, ubawiony absurdalnością mojej prośby. Tato nie wierzył w duszę. Ja także nie byłam do końca przeświadczona o jej istnieniu, lecz niejednokrotnie przekonałam sie już, ze można otrzymać znak "z tamtej strony".
Mój ojciec i ja byliśmy głęboko ze sobą związani, ze jego atak serca odczułam sama. Żałowałam wówczas, ze szpital, przy całej swej sterylnej mądrości, nie zezwolił, bym trzymała ojca za rękę, gdy pogrążał sie w śmierć.
Dzień w dzień modliłam się, by dał o sobie znać, lecz nic sie nie wydarzyło. Noc w noc, tuż przed zaśnięciem, błagałam go o jakiś sen.
Minęły jednak cztery długie miesiące, a ja nie słyszałam ani nie czułam nic, poza żalem po jego stracie. Matka zmarła pięć lat wcześniej na chorobę Alzheimera, i choć sama miałam juz własne córki, czułam sie jak zagubione dziecko.
Pewnego dnia, gdy leżałam na kozetce w zaciemnionym cichym pokoiku, czekając na masażystę, ogarnęła mnie fala nagłej tęsknoty za ojcem. Zaczęłam sie zastanawiać, czy nie jestem zbyt wymagająca, prosząc go o znak. Naraz spostrzegłam, ze mój umysł osiągnął stan nadzwyczajnej przenikliwości. Doświadczyłam nie znanej mi dotąd jasności myślenia - mogłabym dodawać w pamięci długie, bardzo długie słupki liczb... Nie wiedziałam, czy wszystko dzieje sie na jawie, czy może śpię. Byłam jednak daleka od jakichkolwiek urojeń sennych. Każda myśl była niczym kropla wody mącąca zamarłą taflę stawu, zdumiewał mnie spokój i beztroska upływających chwil. Pomyślałam wówczas: "Dotychczas próbowałam pokierować tym, w jaki sposób mam otrzymać wieści z tamtej strony. Nie powinnam... Muszę przestać..."
Wtem ukazała sie twarz mojej zmarłej matki - ukazała sie moja matka, taka, jaka była, zanim choroba Alzheimera ograbiła ja z pamięci, pozbawiła człowieczeństwa. Jej słodką twarz zdobiły wspaniałe srebrzyste włosy. Była tak rzeczywista, tak bliska, ze zdawało się, iż wystarczy sięgnąć, by jej dotknąć. Wyglądała jak dwanaście lat temu, zanim zaczęła sie jej powolna śmierć. Czułam nawet zapach jej ulubionych perfum "Radości". Wydawała sie czekać - nie mówiła nic. Zastanawiałam się, jak to możliwe, ze gdy myślałam o ojcu, pojawiła sie moja matka. Czułam sie nieco winna, ze nie dopominałam sie o żaden znak od niej.
Odezwałam sie w końcu:
- Mamo... Tak bardzo mi żal, ze musiałaś znosić tę straszną chorobę...
Przechyliła nieznacznie głowę w jedną stronę, jakby potwierdzając moje słowa. Potem uśmiechnęła sie pięknym, ujmującym uśmiechem.
- Lecz pamiętam tylko miłość - powiedziała.
Zniknęła.
W pokoju zrobiło sie nagle zimno. Drżałam. Zaczynałam rozumieć, ze liczy sie jedynie miłość, ta ktorą ofiarujemy i otrzymujemy. Jedynie ja sie pamięta. Cierpienie przemija, miłość pozostaje.
Owe słowa mojej matki to najważniejsze słowa, jakie usłyszałam w życiu. Ta chwila na zawsze wyryła sie w moim sercu.
Nie widziałam dotąd ojca, nie przemówił jeszcze.
Nie wątpię jednak, ze pewnego dnia, gdy najmniej będę sie tego spodziewała, pojawi się, by zapytać:
"Czy mówiłem ci juz dzisiaj, ze cie uwielbiam?"
- Bobbie Probstein
Opis: zobacz życzenie Link: Wrzuć na Facebook -
Link: Skomentuj (0) | Oceń:
Link: Plus czy
Link: minus 38813 | Opowiadania | Dodał:
Link: anonimowi , 2012-04-25 17:50, punktów: 0 Kamienie krzyczą.
Pewnego razu na wysypisku gruzu spotkały się: kawałek krawężnika, płyta chodnikowa i kamień z bruku. Wszystkie trzy były wyszczerbione i połamane i wszystkie czuły, ze bardzo źle je traktowano. Miały na bokach szczerby tak wielkie, jakby je zrobił słoń.
- Ludzie sa tacy niewdzięczni - mruknął kawałek krawężnika. - Spędziłem swoj pracowity żywot na skraju chodnika, pozwalając im przechodzić po mnie. Nigdy nikomu nie podstawiłem nogi. I jakie dostałem podziękowanie? Żadnego. Nadeszła grupa ludzi z kilofami i potłukła chodnik na kawałki.
Żywot płyty chodnikowej też nie był szczęśliwy.
- Spędziłam długie, pracowite lata pośrodku peronu na dworcu kolejowym, stale mając na głowie bagaże i ludzi - skarżyła się. - Zawsze znosiłam to spokojnie, ale też nie dostałam żadnego podziękowania. ktoregoś dnia nadeszła grupa ludzi z dźwigami i zamieniła dworzec kolejowy w piętrowy parking dla aut.
Kamień brukowy także czul, ze jego doświadczenia z ludźmi były jak najgorsze.
- Spędziłem pięćdziesiąt lat w nawierzchni mostu -zaszlochał. - Nie macie pojęcia, co ja musiałem znosić... Ludzie w samochodach i ciężarówkach jeździli po mnie przez cały czas, w dzień i w nocy. Często miałem ochotę ponarzekać, ale zamiast tego trwałem tam bez sprzeciwu. Czy chociaż jedna ludzka istota kiedykolwiek podziękowała mi za mój trud? Ha! Niedoczekanie! Poświęciłem pięćdziesiąt lat, służąc im, i co sie stało? Jacyś ludzie z buldożerami zburzyli most - oto, co sie stało.
Któregoś dnia, gdy trzy kamienie rozmawiały o tym, jaka niesprawiedliwość je spotkała, przyszła im wszystkim do głów ta sama myśl. Dość tego! Nadszedł czas, by rzucić hasło do rewolucji; czas, by wszędzie poruszyć skały i kamyczki, by zawalały się, spadały i przygniatały swoich władców - ludzi.
Ale był jeden problem. Rewolucja potrzebowała przywódcy.
Płyta chodnikowa spojrzała na kamień brukowy, a kamień z bruku popatrzył na kamień z krawężnika, ale jakoś żadne z nich nie miało ochoty podjąć sie tego zadania.
I wtedy nagle przypomniały sobie, ze głęboko wewnątrz sterty gruzu leży Starożytny Kamień, ktory tkwi tu od tysięcy lat. Potoczyły sie wiec na dół, by z nim porozmawiać.
- Planujemy obalenie Królestwa Tego Świata - wyjaśniły. -Wszystko, czego nam jeszcze potrzeba, to mądry, stary przywódca, taki jak ty... . Gdy mówiły, w żyłkach Starożytnego Kamienia jaśniała mądrość wieków, a jego czysta bici lśniła w słońcu.
- Ależ Wielki Przywódca juz obalił Królestwo Tego Świata -odparł spokojnie Starożytny Kamień. - To sie wydarzyło, kiedy byłem jeszcze młodym kawałkiem marmuru i leżałem sobie przy drodze do Jerozolimy. Byłem tam i mogłem zobaczyć, jak wjeżdża przez miejską bramę.
- Czy chcesz powiedzieć, ze Wielki Przywódca wjechał do Jerozolimy na bojowym rumaku i rozbił ludzką potęgę na kawałki? - zawołał kamień z bruku.
- Nie - odpowiedział Starożytny Kamień. - Wjechał do miasta na osiołku i pozwolił, żeby to Jego pobito
- Pozwolił, żeby Go pobito! - Kamienie kołysały sie przez chwilę ze zdumienia. - Ależ to nie ma sensu!
- To ma duchowy sens - powiedział Starożytny Kamień. - Bo widzicie, On przybył, aby założyć Królestwo Miłości; a tego nie dokona sie żadna bronią. Nie, On wiedział, ze jedyny sposób, by to zrobić, to pozwolić ludziom zranić Jego ciało i przelać Jego krew.
Po tych słowach nastąpiła długa cisza. Pod pokruszoną powierzchnią gorzki gniew kamieni topniał.
- Chciałbym usłyszeć więcej o tym Królu i Jego Królestwie Miłości - powiedział wreszcie kamień brukowy.
- Tak sobie właśnie pomyślałam, czy On wspominał coś o kamieniach? - dodała z nadzieją w głosie płyta chodnikowa. Starożytny Kamień zaczął migotać.
- Ciekawe, ze o to zapytałaś. Tego dnia, kiedy wjeżdżał do Jerozolimy, dostojnicy ze świątyni próbowali Go nakłonić, żeby uciszył swoich wyznawców. Ale On odwrócił sie i powiedział, ze nawet jezeli ludzie przestaną wołać, kamienie będą krzyczały.
- Coś takiego! Tak powiedział! O nas! - Trzy kamienie omal nie popękały z wrażenia.
- To były Jego słowa - odparł Starożytny Kamień.
- Wspaniale! Co prawda nie było nas tam wtedy - powiedział kamień z bruku. -Ale możemy przyłączyć sie teraz!
I tak też zrobiły Wołały radośnie: "Hosanna! Hosanna! Hosanna!".
A potem wszyscy mogli usłyszeć odgłos potężny jak grzmot, bo wszystkie kamienic z wysypiska przyłączyły sie do okrzyku.
- Lynda Neilands
Opis: zobacz życzenie Link: Wrzuć na Facebook -
Link: Skomentuj (0) | Oceń:
Link: Plus czy
Link: minus 38812 | Opowiadania | Dodał:
Link: anonimowi , 2012-04-25 17:45, punktów: 0 Tylko posłuchaj.
Moi tesciowie właśnie odbyli męczącą podróż do Nowego Jorku po wakacjach na Florydzie.
- Pierwszy raz samochód zepsuł się, gdy byliśmy gdzieś w Karolinie Północnej - opowiadała mi teściowa przez telefon. - Naprawiliśmy go, po czym nawalił nam znowu w Delaware. Jednak najgorsze ze wszystkiego było to, co przytrafiło sie nam na moście Yerrazano w godzinach szczytu. Myślałam wtedy, ze juz nigdy nie uda nam sie dotrzeć do domu.
- To brzmi rzeczywiście okropnie - użaliłam sie nad nią, gotowa natychmiast opowiedzieć jej w zamian swoja straszliwą historie o samochodzie, ktory wysiadł mi o wpół do dziesiątej wieczorem na puściuteńkim parkingu centrum handlowego.
Ktoś jednak zapukał do drzwi mieszkania teściowej, musiała wiec kończyć rozmowę.
- Dziękuję ci za to, ze mnie wysłuchałaś -- dodała na do widzenia. - Jednak najbardziej jestem ci wdzięczna, ze nie opowiedziałaś mi swojej najgorszej przygody z samochodem.
Czerwona ze wstydu odwiesiłam słuchawkę. Przez wiele kolejnych dni myślałam nad mądrością jej pożegnalnych słów.
Nie potrafię zliczyć, ile razy, gdy zaczynałam na coś narzekać - na kłótnie z synem, zawodowe rozczarowania czy nawet problemy z samochodem - moja przyjaciółka natychmiast wtrącała: "To dokładnie jak u mnie". I nagle rozmawiałyśmy juz tylko o jej niewdzięcznym dziecku, jej beznadziejnym szefie, jej cieknącym przewodzie paliwowym.
Mnie zaś pozostawało tylko kiwać głową w odpowiednich momentach, zastanawiając się, czy wszyscy nie cierpimy na przykry przypadek zaburzeń wyrażających sie w niezdolności okazywania innym uwagi.
Oczywiście nie ma nic bardziej naturalnego niż chęć pocieszenia wyczerpanej nerwowo przyjaciółki zapewnieniami, ze nie ona jedna znalazła sie w trudnej sytuacji. Jednak katastrofy życiowe sa podobne do siebie jedynie z daleka.
Mąż Twojej przyjaciółki mógł stracić pracę tak jak Twój, ale nie ma dwóch rodzin, ktore miałyby identyczne konta w banku czy plany awaryjne.
Mówienie "doskonale cie rozumiem" może stanowić preludium do udzielenia rady: "Ja w podobnej sytuacji postąpiłam tak a tak i Ty powinnaś zrobić to samo". Jednak gdy podróż do jakiegoś miejsca trwa trzykrotnie dłużej niż powinna albo Twoje dziecko dostaje wysokiej gorączki w środku nocy, czy naprawdę chcesz słyszeć, jak Twoja przyjaciółka poradziła sobie z podobną sytuacją?
Gdy znajdujemy sie w dołku psychicznym albo szalejemy ze szczęścia wszyscy marzymy, by znaleźć przyjaciela, ktory sprawia wrażenie, ze ma dość czasu, by nas spokojnie wysłuchać. Ta umiejętność bycia z kimś, dzielenia jego bólu czy szczęścia jest podstawą prawdziwej empatii.
Na szczęście tej empatii bardzo łatwo sie nauczyć. Na przykład, od tamtej rozmowy z moją teściową tłumię w zarodku impuls przerwania przyjaciółce, ktora mi sie zwierza. Uczę sie zwracać uwagę na zachowanie drugiej osoby, na język ciała, wyraz twarzy, ton głosu i to, co zostało niedopowiedziane.
Potrafię też łatwiej rozpoznać i docenić empatię, gdy to ja z niej korzystam. Pewnego dnia zadzwoniłam do przyjaciółki, by poskarżyć się, ze jestem zdenerwowana i nie potrafię sie skoncentrować.
- Chcesz o tym pogadać? - spytała.
Przez długą chwilę mówiłam bez ładu i składu.
W końcu podziękowałam jej za to, ze mnie wysłuchała i zapytałam, jak ona sie czuje.
- O mnie możemy porozmawiać jutro - powiedziała.
I to właśnie jest empatia.
Nie zawsze chcemy odpowiedzi i porad. Czasami pragniemy po prostu, by ktoś nas wysłuchał.
- R. Israeloff
Opis: zobacz życzenie Link: Wrzuć na Facebook -
Link: Skomentuj (0) | Oceń:
Link: Plus czy
Link: minus 38811 | Opowiadania | Dodał:
Link: anonimowi , 2012-04-25 17:42, punktów: 0 Róża
W starej dzielnicy Paryża, o porannym brzasku, ludzie budzili sie do życia. Opustoszałe ulice zapełniały sie śpieszącymi do pracy. Na jednej z nich, przed starą kamienicą, stały ruiny okazałej niegdyś rezydencji. Nikomu nie przeszkadzała ich szpetota. Były świadkiem nocnych wyznań miłosnych i czynów niegodnych człowieka. Wszyscy przyzwyczaili sie jednak do takiego towarzystwa. Podświadomie czuliby brak jakiejś części życia, gdyby ich tam brakło.
Na murze okalającym budynek, szeroką wstęgą rozrosły sie rośliny. Ich piękno ożywiało to miejsce. Dodawało mu kolorytu.
Któregoś dnia, w ceglanej szczelinie muru, pojawiła sie kolejna, malutka roślinka. Pnącza rozsunęły swoje liście, by mogła w pełni złapać światło słońca. To mała róża budziła sie w tym dziwnym miejscu do życia. Nikt nie wiedział skąd tam sie wzięła.
Gdy podrosła, swoimi płatkami i wonią zachwycała przechodzących. Aż dziw, ze nikt jej nie zerwał, tak uroczo wyglądała. Gdy rano rozchylała swe płatki do słońca, czuła jak życie ludzi tam mieszkających, staje sie jej własnym.
I.
Na parterze kamienicy, naprzeciw ktorej rosła róża, znajdował sie sklep z pieczywem, połączony z piekarnią. Gdy wszyscy układali sie do snu, w niej zapalały sie światła. Róża czuła zapach pieczywa, ktore w rękach piekarzy przybierało kształt chleba, bułek, kajzerek. Codziennie widziała piekarza, ktory o 6 rano otwierał swoj sklep, by ludzie mogli zjeść smaczne śniadanie przed pracą. Z miłością patrzyła na jego ręce. Dla wielu były jak bochenki chleba, ktory wypiekał. Ona widziała w nich ręce artysty, ktory sprawnymi ruchami przygotowywał innym pokarm codzienny. Czuła ich aksamitny dotyk, gdy wyjmował z pieca pachnące pieczywo.
Myślała nieraz o jego rodzinie, ktorą musiał otaczać równie wielką miłością. Ujęta była dobrocią jego serca, gdy wielokrotnie dawał za darmo chleb potrzebującym. Bywało, ze dzieci bawiące sie na ulicy, otrzymywały od piekarza wieczorem bułki, by mogły cieszyć sie bez przeszkód radością dzieciństwa.
Róża była pewna, ze piekarz miał dobre serce. "Podaruję mu swoj jeden płatek" - pomyślała. Gdy piekarz zamykał sklep, upuściła go przed nim. Przystanął, schylił sie i drżącymi rękami podniósł. Spojrzał na różę i powiedział "Dziękuję". Róża czuła sie szczęśliwa.
II.
Na drugim piętrze kamienicy mieszkał samotny staruszek. Miał ok. 80 lat. Był średniego wzrostu. Siwe włosy na głowie mówiły o wieku, ale też przeżytych wydarzeniach. Od innych roślin róża usłyszała jego historię.
Mieszkał z żoną w tej kamienicy od niepamiętnych czasów. Nosili imiona Piotr i Zofia. On pracował w fabryce, ona była fryzjerką. Wielokrotnie po pracy siadali na balkonie, rozkoszując sie widokiem zachodzącego słońca. Byli wspaniałą parą. Jakieś 30 lat temu, po 4.00. rano, wszystkich mieszkańców zbudził głos syren karetki pogotowia ratunkowego. Przyjechali do Zofii. Zasłabła w nocy. Zabrali ja do szpitala. Po kilkudziesięciu dniach powróciła do domu. Jakże odmieniona. Nikt z mieszkańców nie mówił tego głośno, ale wszyscy wiedzieli: rak. Równało sie to wyrokowi śmierci. Mimo wielu wysiłków lekarze byli bezradni.
Mieszkańcy kamienicy obserwowali z jaką godnością Piotr z Zofią czekali na ten nieunikniony moment. Ona nie mogła juz pracować. Ale czekała na Piotra codziennie w domu z gorącym obiadem. Tak samo siadali na balkonie, tylko ona częściej wspierała swoja głowę na jego ramieniu. Gdy pewnego dnia brakło ich w ulubionym miejscu, całą ulicę zmroziła wielka cisza. Nawet dzieci zwykle hałasujące pod oknami, siedziały w grupach, wpatrzone w okna na I piętrze.
...
Miała piękny pogrzeb. Wszyscy mieszkańcy czuli, ze musieli ja pożegnać. Powiedzieć "dziękuję" i "do widzenia". Nad grobem Piotr drżącym głosem powiedział "Do zobaczenia, Kochanie" i rzucił tylko jeden kwiat: czerwoną różę. Jakże róża chciałaby tam być. "Ale wtedy mnie jeszcze tu nie było" - pomyślała.
Gdy usłyszała ta historię, zrozumiała dlaczego Piotr codziennie siadał na balkonie i wpatrywał sie z uwagą w zachodzące słońce, jakby chciał tam coś dostrzec. Każdego przedpołudnia wychodził też do kwiaciarni, by kupić jedną różę i kierował sie na cmentarz. Siadał na ławce i godzinami mówił żonie o miłości do Niej. W melodyjnej woni kwiatów, róża słyszała jak Piotr żegnał swoja Zofię: "Kocham cie mocniej niż wczoraj i o wiele za mało, niż będę kochał cie jutro. Do zobaczenia, Kochanie". I ciepłe łzy płynęły po jego pięknie pooranej zmarszczkami twarzy.
Róża oderwała swoj płatek i chwyciła w niego łzę Piotra. Była dla niej najpiękniejszym wymiarem miłości.
III.
Tej nocy w Paryżu wiał mocny wiatr. Porwał róży kilka płatków. "To dla nieznajomych" - pomyślała.
IV.
Na III piętrze mieszkało młode małżeństwo z dziećmi. Janusz i Edyta byli wspaniałą parą. Doskonale sie rozumieli. Ich starsza córka Monika była wierną kopią tatusia. Starała się, jak na swoje lata, pomagać rodzicom w opiece nad malutkim braciszkiem Sebastianem. Róża znała jej historię.
Janusz otrzymał to mieszkanie od rodziców. Podczas imienin kolegi poznał Edytę. Studiowała wtedy pedagogikę. Później był wspólny Sylwester i tak sie potoczyło. Dzielnie wspomagał ja w czasie sesji egzaminacyjnej, dzieląc czas na pracę i dla ukochanej. Długie godziny spędzali rozmawiając ze sobą i ciągle brakowało im czasu, tak wiele chcieli sobie powiedzieć.
Ich ślub był wielkim świętem całej ulicy. Edyta w białej sukni wyglądała niczym królewna, ale gdy stanęli razem, byli najpiękniejszą parą świata. Do kościoła pojechali w samochodzie z lat 30-tych XX wieku.
Wszyscy mieszkańcy kamienicy pomagali Edycie wprowadzić sie do Janusza. Była chodząca radością. Zarażała swoim optymizmem.
W rok po ślubie zaszła w ciążę. Sąsiedzi z radością oczekiwali nowego mieszkańca. Gdy Janusz zadzwonił ze szpitala, ze ma córkę - Monikę - w pobliskim barze radość nie miała końca. Wielu z tego powodu miało kłopoty z powrotem do domu.
Po kilku dniach przyszła wiadomość, ze Monika ma chore serce. Jakiś otwór w sercu sie nie zamknął czy coś w tym rodzaju. "To niesprawiedliwe, Panie Boże", "Dlaczego właśnie Oni", "W czym zawiniło to dzieciątko" - pytali sąsiedzi, patrząc na siebie pytającymi oczami.
W niedzielę ksiądz w kościele ogłosił, ze jutro Monika przejdzie skomplikowaną operację i ze wieczorem o 19.00 będzie odprawiał Mszę Świętą w jej intencji.
Tylu osób jeszcze nie było w świątyni. Poszedł nawet stary, niewierzący (jak mówił) Mateusz, ktory od wojny miał pretensje do Boga, ze zabrał mu całą rodzinę. I nikt nie wstydził sie wylewanych łez. Po mszy nikomu nie śpieszyło sie do domu. Gdy juz wyszli z kościoła, nikt nic nie mówił. Cisza mówiła.
...
Operacja sie udała! Ale Monika długi czas dochodziła do siebie. Janusz i Edyta wiedzieli, ze ich córeczkę czeka jeszcze jeden zabieg. Radość z udanej operacji łączyła sie z niepewnością jutra. Ich życie toczyło sie niby normalnie, ale bez końca było poświęcone Monice. Gdy wychodzili na spacer z córką, czuli ciepło oczu i dobroć serca przechodzących.
W ten trudny dzień, mieszkańcy kamienicy czuli niezwykłą jedność serc, ktore szeptały niemym głosem "Boże, spraw cud!".
Cud sie stał! Monika wróciła do zdrowia. Dzisiaj nie widać po niej, by była dzieckiem po tak ciężkiej chorobie.
Róża była świadkiem niepewności Janusza i Edyty, gdy ponownie zaszła w ciążę. Ale gdy urodził sie zdrowy, wspaniały chłopiec, cieszyła sie na równi z jego rodzicami. Nadali mu na imię Sebastian.
Patrząc na Nich róża wiedziała, ze oni sie nie tylko kochają, oni oddychali miłością, byli nia i dla niej żyli.
Zaglądając w ich okno, włożyła swoj płatek pod becik Sebastiana.
V.
Mieszkanie na ostatnim piętrze zajmowała Marianna. Miała ok. 74 lata. Mimo swojego wieku, zachowała wspaniałą sylwetkę. Jej twarz była jeszcze dziś odbiciem piękna, ktore kiedyś w sobie nosiła. Prawie nie wychodziła z domu. Była sama. Róża nigdy nie dowiedziała się, dlaczego tak było. Ale z zawieszonych na ścianie fotografii i dyplomów wiedziała, ze Marianna kiedyś była tancerką baletową. Bardzo sławną. Cały paryski świat stał u jej stóp. Często wieczorem siadała w swoim fotelu i z głębokim wzruszeniem oglądała albumy z pożółkłymi fotografiami. Potem zamykała oczy, jakby słyszała dźwięki "Jeziora łabędziego". Brała do ręki swoje baletki i przenosiła sie do garderoby w pobliskim teatrze, czując, jakby za chwilę miała wyjść na scenę. Po jakimś czasie z westchnieniem wracała do rzeczywistości, tylko ten wyraz jej twarzy...
Róża czuła do niej szczególną sympatię. Wiedziała, ze tak jak ona, dziś zachwyca swym pięknem i zapachem. Ale przyjdzie taki czas, ze nikt nie będzie pamiętał o kwiecie w murze. Postanowiła, ze w nocy obsypie ja swoimi płatkami, jak niegdyś w ludzie po przedstawieniu. Tak też zrobiła. I wtedy zobaczyła, ze został jej tylko jeden płatek.
VI.
"Ten ostatni jest dla Ciebie" - powiedziała do mnie - "To Twoje życie". Później cicho odeszła.
Delikatny powiew wiatru złożył jej płatek na moim sercu.
Jest tam do dzisiaj...
- Tomasz J. Moskal
Opis: zobacz życzenie Link: Wrzuć na Facebook -
Link: Skomentuj (0) | Oceń:
Link: Plus czy
Link: minus 38810 | Opowiadania | Dodał:
Link: anonimowi , 2012-04-25 17:36, punktów: 0 Jeden, jedyny, różowy krokus.
Był jesienny ranek. Niedawno przeprowadziliśmy sie z mężem do naszego pierwszego własnego domu. Dzieci rozpakowywały sie na piętrze, a ja patrzyłam przez okno na trawnik. Zastanawiałam się, co też robi tam mój tata. Rodzice mieszkali niedaleko i juz nieraz nas odwiedzali.
- Co ty tam kombinujesz? - zawołałam. Spojrzał do góry i sie uśmiechnął.
- To niespodzianka. Dla ciebie.
Znając tatę, wiedziałam, ze można wszystkiego sie spodziewać. Umiał zrobić coś z niczego.
Kiedy byliśmy mali, zbudował dla nas dżunglę do ćwiczeń z różnych kół i bloczków połączonych linami. Na jedno z moich przyjęć w święto Halloween zmajstrował elektryczną dynię na kiju od szczotki.
Kiedy goście zbliżali sie do naszych drzwi, włączał urządzenie i z krzaków wyskakiwała na nich świecąca dynia.
Tego dnia tata nie chciał przede mną uchylić rąbka tajemnicy, natomiast ja, zajęta urządzaniem sie na nowym miejscu, zupełnie zapomniałam o jego niespodziance.
Aż do marca. Spojrzałam wtedy przez okno. Szaro. Smutno. Ponuro. Na trawniku przed domem resztki brudnego śniegu.
Czy ta zima nigdy juz sie nie skończy? I nagle... odniosłam wrażenie, ze coś różowego przebija sie przez zmarzniętą ziemię. Czy to jakiś dar niebios, malutka szczypta optymizmu pośród tej szarugi? Złapałam palto i pognałam przed dom Zobaczyłam krokusy, przemyślnie posadzone na trawniku przed domem. Liliowe, niebieskie, żółte i moje ulubione - różowe - maleńkie kwiatki smagane zimnym wiatrem.
Tata. Uśmiechnęłam sie na wspomnienie, jak to w tajemnicy sadził cebulki jesienią. Wiedział, jak bardzo przygnębia mnie zimowa ciemność i słota.
Czy mógł mi sprawić większą niespodziankę? Szczęściara ze mnie - i nie chodziło tylko o kwiaty, ale przede wszystkim o to, ze mam takiego ojca. Krokusy taty zakwitały co wiosnę przez następnych kilka lat. Za każdym razem dodawały mi otuchy: Będzie lepiej, trzymaj się, niedługo zaświeci słońce.
Potem nadeszła wiosna, kiedy tylko połowa kwiatów zakwitła. W następnym roku krokusów juz nie było.
Tęskniłam za nimi, ale marna ze mnie ogrodniczka. Miałam zamiar poprosić tatę, żeby posadził mi nowe. Ale jakoś sie nie złożyło.
Umarł nagle w październiku. Cała rodzina rozpaczała. Wiara dodawała nam sił, żeby to jakoś przetrwać. Strasznie mi taty brakowało, choć wiedziałam, ze - zawsze będzie z nami.
Pewnego posępnego popołudnia na wiosnę ogarnął mnie straszny smutek. To przez tę zimę - pomyślałam. Tak jest roku co roku. Chemia. Jednak chyba nie tylko. Tego dnia przypadały urodziny taty i znowu o nim myślałam.
Nic takiego, mówiliśmy o nim często. Żył w zgodzie ze swoja wiarą. Widziałam, jak kiedyś zdjął z siebie drogi płaszcz i oddał go bezdomnemu.
Często wdawał sie w pogawędkę z przypadkowymi przechodniami. jezeli tylko zorientował się, ze sa biedni i głodni, ł ich do domu i częstował jedzeniem.
Ale tego dnia jadąc samochodem nie mogłam przestać sie zastanawiać, jak też mu sie teraz powodzi. Jak sie czuje? Gdzie jest? Czy niebo istnieje naprawdę?
Miałam wyrzuty sumienia przez te wątpliwości. Czasem tak trudno jest po prostu wierzyć, dumałam podjeżdżając pod dom.
Nagle zahamowałam, jak zaczarowana patrząc na trawnik. Błoto, zmarznięte kępki trawy i szare kupki topniejącego śniegu.
I pośród tego dzielny, niepoddający sie wiatrom, jeden jedyny różowy krokus. Jak z cebulki, ktora ma ponad 18 lat, po tak długiej przerwie może wyrosnąć kwiat? Ale krokus był prawdziwy. Oczy zaszły mi łzami, kiedy dotarło do mnie, co to znaczy. Trzymaj się, nie poddawaj się, juz wkrótce znów zaświeci słońce. Maleńki różowy krokus kwitł tylko przez jeden dzień. Ale dał mi wiarę na całe życie.
- Joan Anderson
Opis: zobacz życzenie Link: Wrzuć na Facebook -
Link: Skomentuj (0) | Oceń:
Link: Plus czy
Link: minus 38809 | Opowiadania | Dodał:
Link: anonimowi , 2012-04-25 17:34, punktów: 0 O Tobie mówi bajka
Mędrcy starożytni chytrze obmyślili, w jaki sposób można by ludziom mówić prawdę prosto w oczy nie robiąc tego w sposób grubiański. Pokazywali im dziwne lustro, w ktorym ukazywały sie różnego rodzaju zwierzęta i dziwaczne przedmioty.
Był to widok zarówno ciekawy, jak budujący. Nazwali to "bajką". I zależnie od tego, czy zwierzęta zachowywały sie głupio, czy też mądrze, ludzie musieli patrząc na nie myśleć przy tym: "To o tobie mówi bajka." W ten sposób nikt sie nie mógł obrazić.
Weźmy wiec taki przykład: Były dwie wysokie góry, a na samym szczycie każdej z nich stał zamek. W dolinie biegł pies obwąchując ziemię, tak jakby szukał myszy czy przepiórek, chciał zaspokoić głód.
Nagle z jednego zamku zatrąbiono obwieszczając, ze czas zasiąść do stołu.
Pies pobiegł natychmiast na górę, aby przy tej okazji sie najeść, lecz gdy był juz w połowie drogi, przestano trąbić, a z drugiego zamku rozległ sie głos trąbki.
Wtedy pies pomyślał: "Zanim przybiegnę, skończą juz jeść, a tam sie dopiero teraz zaczyna". Zbiegł wiec na dół i zaczął sie wspinać na drugą górę. Wtedy jednak druga trąbka przestała trąbić, a odezwała sie ta pierwsza. Pies znów pobiegł w dół, a potem pod górę i tak biegał tam i z powrotem,
aż wreszcie ucichły obie trąbki i zakończono posiłek w obu miejscach.
Teraz zgadnij - co starożytni mędrcy mieli na myśli układając tę bajkę i kto jest tym głupcem, ktory biega aż do zmęczenia, ani tu, ani tam nic nie uzyskawszy.
- Hans Christian Andersen
Opis: zobacz życzenie Link: Wrzuć na Facebook -
Link: Skomentuj (0) | Oceń:
Link: Plus czy
Link: minus 38808 | Opowiadania | Dodał:
Link: anonimowi , 2012-04-25 17:29, punktów: 0 Wewnętrzne piękno.
Gdy w pewien słoneczny ranek szłyśmy wraz z moją dwuletnią córeczką Lisą w stronę domu, podeszły do nas dwie starsze panie.
- Czy wiesz, ze jesteś piękną małą dziewczynką? -powiedziała jedna z nich, uśmiechając sie do Lisy. Moja córka westchnęła i oparła rączkę na biodrze.
- Tak, wiem - odpowiedziała znudzonym głosem.
Przeprosiłam obie panie, zawstydzona trochę próżnością Lisy, i poszłyśmy dalej. Całą drogę zastanawiałam się, jak powinnam była zachować sie w tej sytuacji.
-Liso - powiedziałam łagodnie, gdy dotarłyśmy do domu. - Te dwie starsze panie mówiły o pięknie, ktore masz w sobie. To prawda, ze masz ładniutką buzię, bo taką stworzył cie Bóg.
Ale każdy musi być piękny również w środku.
Lisa spojrzała na mnie, nic nie rozumiejąc, wiec mówiłam dalej.
- Czy chcesz wiedzieć, na czym to polega? Skinęła poważnie głową.
- Dobrze. Tylko od ciebie, skarbie, zależy, czy będziesz piękna wewnętrznie.
Do ciebie należy wybór, czy będziesz dobra dla rodziców, brata i dzieci, z ktorymi sie bawisz.
Musisz troszczyć sie o innych ludzi, kochanie. Musisz dzielić sie zabawkami ze swoimi koleżankami.
Musisz pomagać temu, komu jest źle, kto ma kłopoty albo potrzebuje przyjaciela. Gdy robisz te wszystkie rzeczy, jesteś piękna wewnętrznie.
Rozumiesz, o czym mówię?
-Tak, mamusiu. Przepraszam, ale nie wiedziałam o tym.
Trzymając ja w ramionach, powiedziałam, ze ja kocham i żeby nigdy nie zapomniała o tym, co przed chwila usłyszała. Nigdy więcej nie rozmawiałyśmy juz na ten temat.
Prawie dwa lata później przeprowadziliśmy sie na wieś i zapisaliśmy Lisę do przedszkola. W jej grupie była dziewczynka, ktorej mama umarła.
Ojciec Jeanny ożenił sie po raz drugi z ciepłą i spontaniczną kobietą. Od razu można było zauważyć, ze między nia a Jeanna panują wspaniałe, pełne miłości stosunki.
Pewnego dnia Lisa zapytała, czy Jeanna może przyjść do niej po południu. Umówiłam sie wiec z jej macochą, ze następnego dnia zabiorę obie dziewczynki do domu.
Gdy nazajutrz wyjeżdżałyśmy z parkingu, Jeanna zapytała, czy może pójść odwiedzić swoja mamę.
Wiedziałam, ze jej macocha pracuje, wiec odpowiedziałam wesoło:
- Oczywiście, ale czy jesteś pewna, ze chcesz tam iść?
Jeanna skinęła głową, ze chce, wiec ruszyłam, a ona wskazywała mi drogę. Dopiero po chwili zorientowałam się, ze jedziemy na cmentarz.
Pierwszą myślą, jaka przyszła mi do głowy, to awantura, ktorą zrobią mi rodzice Jeanny, gdy dowiedzą się, co zaszło.
Wiedziałam, jednak, jak ważne jest dla niej to, by odwiedzić grób matki; potrzebowała tego i wierzyła, ze ja tam zabiorę. Moja odmowa świadczyłaby o tym, ze robi coś złego.
- Jeanna, czy wiesz, gdzie jest grób twojej mamy? -zapytałam cicho.
-Wiem, gdzie jest to miejsce - odparła.
Zaparkowałam tam, gdzie mi wskazała, a potem zaczęłyśmy rozglądać sie dookoła. W końcu dostrzegłam tabliczkę z nazwiskiem matki Jeanny.
Dwie małe dziewczyki usiadły obok siebie po jednej stronie grobu, a ja przycupnęłam po drugiej.
Potem Jeanna zaczęła opowiadać, jak było w jej domu, zanim mama umarła, i o tym, co zdarzyło sie w dzień jej śmierci. Jeanna mówiła, a Lisa z twarzą mokrą od łez obejmowała ja czule i głaskała.
- Och, Jeanna - mówiła co chwilę. - Tak mi przykro. Tak mi przykro, ze twoja mama umarła. W końcu Jeanna spojrzała na mnie i powiedziała:
-Wie pani, ciągle kocham moją mamę i nową mamę też kocham.
Głęboko w sercu poczułam, ze to właśnie jest powód, dla ktorego tutaj przyszłyśmy.
-Wiesz, Jeanna - powiedziałam, uśmiechając sie uspokajająco. - Tak właśnie jest z miłością.
Nie musisz zabierać jej jednej osobie, by dać ja następnej.
Jest jej wokół zawsze tak dużo, ze można sie nia dzielić.
Miłość jest jak ogromna gumowa taśma, ktora rozciąga się, opasując wszystkich ludzi, ktorych kochasz. To wspaniałe, ze kochasz obie mamusie. Jestem pewna, ze twoja prawdziwa mama cieszy się, ze masz drugą mamę, ktora cie kocha i troszczy sie o ciebie i twoje siostry.
Jeanna uśmiechnęła się, najwyraźniej zadowolona z tego, co usłyszała.
Siedziałyśmy jeszcze przez chwilę w milczeniu, a potem pojechałyśmy do domu.
Dziewczynki bawiły sie wesoło, dopóki po Jeannę nie przyjechała jej macocha.
Opowiedziałam jej krótko o tym, co zdarzyło sie po południu i dlaczego tak postąpiłam. Ku mojej wielkiej uldze, zrozumiała to i podziękowała mi.
Gdy wyszły, podniosłam Lisę, posadziłam ja na krześle i pocałowałam w policzek.
- Lisa, jestem z ciebie dumna - powiedziałam. - Byłaś dzisiaj dla Jeanny wspaniałą przyjaciółką. Wiem, ze twoje zrozumienie i smutek, ktory razem z nia przeżywałaś, miały dla niej wielkie znaczenie.
Śliczne brązowe oczy spojrzały z powagą w moje własne, a Lisa zapytała:
- Mamusiu, czy byłam piękna wewnętrznie?
- Pamela J. deRoy
Tłumaczenie - M.P. Hermanowscy
Opis: zobacz życzenie Link: Wrzuć na Facebook -
Link: Skomentuj (0) | Oceń:
Link: Plus czy
Link: minus 38805 | Opowiadania | Dodał:
Link: anonimowi , 2012-04-25 15:21, punktów: 0 Na to trzeba mieć 50 lat.
Dzwoni budzik. Po kiego licha go nastawiłam? - myślę zaspana. Czy to nie niedziela? I wtedy nagle dociera do mnie, ze dziś mam urodziny. 50. Wielkie przyjęcie. Dom pełen ludzi. Wstawaj! Pięćdziesięciolatko. Powtarzam to słowo kilka razy, by sie z nim oswoić. Idę do łazienki i spoglądam w lustro. Znajoma twarz patrzy na mnie wesoło. Przez noc nie posiwiałam, zmarszczek też nie przybyło.
Nagle drzwi łazienki sie otwierają i ktoś mnie obejmuje.
- Wszystkiego najlepszego, mamo - mówi moja młodsza, 22-letnia córka.
Po chwili czuję następny uścisk. To moja 24-latka.
- A ja? Ja też chcę! - dopomina sie mój mąż.
Przygląda mi sie i głaszcze mnie po policzku.
- Masz wciąż delikatną skórę.
- Pospieszmy sie - przerywam te czułości, bo wiem, ze od 11 rano do 11 wieczór odwiedzi nas masa gości.
Mąż nieźle sie natrudził, by przekonać mnie do hucznych obchodów. Całe życie nie znosiłam uczucia, ze staję sie o rok starsza. Byłam zmartwiona juz kiedy skończyłam 11 lat, 16-latką miałam ochotę być ze trzy lata, 30-latką pięć, a wiek 45 lat chciałam zachować przynajmniej przez dekadę. Im dalej tym gorzej.
Pierwsze siwe włosy dostrzegłam u siebie w wieku 35 lat. Spanikowana stałam przed lustrem, uważnie przyglądając sie skroniom. Tak zastała mnie starsza córka.
- Coś sie stało? - spytała zaniepokojona moją zbolałą miną.
- Mam pierwsze siwe włosy - powiedziałam z rozpaczą.
- Powinnaś je sobie schować!
Właściwie miała rację. W końcu chowałam na pamiątkę różne rzeczy związane z nowymi etapami życia moich córek.
Potem wszystko wróciło do normy. Do momentu kiedy skończyłam 40 lat. Było nawet całkiem dobrze. Dopiero co wysiadłam z ekspresu, ktory wiózł mnie jak szalony przez ostatnie 10 lat. Nie miałam specjalnie okazji wyjrzeć przez okno i rozejrzeć sie dookoła.
Pomiędzy 30. a 40. wszystko działo sie jednocześnie - nauka życia w małżeństwie, zdobywanie pozycji zawodowej, wychowywanie dzieci. Tonąc po uszy w obowiązkach, nie ma sie pojęcia, dokąd to wszystko zaprowadzi.
Kiedy wiec skończyłam 40 lat, miło było spojrzeć wstecz i pomyśleć o osiągnięciach. Córki wydoroślały i nie potrzebowały juz stałej uwagi rodziców. W tym czasie upływ lat ma tylko dobre strony - człowiek znajduje własny styl, jest bardziej dojrzały i pewny siebie.
Jednak zbliżając sie do 50. wylatuje sie z bezpiecznego, ciepłego kokonu. Nagle słyszy sie o swoim "wieku" częściej niż by sie chciało, a koleżanki chwalą "świetnie sie trzymasz". W skrzynce pocztowej też znajdzie sie coś miłego: zachęta do zbadania piersi, bo jest "pani w wieku"... Albo prospekt kursów komputerowych "specjalnie dla ludzi po 50."
Kiedyś pojechałam z córką na 3 dni do Londynu. Plany miałyśmy ogromne, bo ona nigdy tam nie była. Pierwszego dnia wróciłyśmy wieczorem do hotelu z mocnym postanowieniem zostawienia zakupów i ruszenia dalej. Jednak moje nogi powiedziały "nie", były jak z ołowiu. Spojrzałam z utęsknieniem na łóżko i pomyślałam, ze naprawdę mam juz swoje lata.
- Czy naprawdę musimy jeszcze wychodzić? - spytała córka, kładąc sie na łóżku. - Pooglądajmy po prostu telewizję. Padam na nos.
Najwyraźniej nie wszystko można zwalać na wiek.
Oczywiście zdarza mi sie zapomnieć jakiegoś nazwiska. Wędrując po górach muszę czasem przystanąć, by złapać dech. Około 1 w nocy lubię ulotnić sie z przyjęcia, a niektóre rzeczy - na przykład krążenie po Internecie - nie idą mi jak z płatka. Mąż śmieje się, ze braki w pamięci wyjdą mnie i rodzinie na dobre, a z komputerem i młodzi miewają kłopoty.
Podczas rozmowy ze swoim po przednim wydawcą - dziś panem dobrze po 80. - odkryłam, ze wiek to sprawa względna. To u niego zaczynałam jako młodziutka dziennikarka.
Kiedy ze wstrętem przyznałam, ze niedługo skończę 50 lat, uśmiał sie serdecznie. Potem zaciągnął sie cygarem, wypił łyczek koniaku.
- 50 lat! Teraz dopiero zaczyna sie życie! Jesteś w kwiecie wieku!
Dowodził, ze ludzie po 50. mają w sobie coś, czego młodsi nie mają. Wewnętrzny kompas, na ktorym mogą polegać. Pozwala im trafniej oceniać sytuacje i szansę, jaśniej formułować stawiane sobie cele, lepiej gospodarować siłami.
Skończyłam 50 lat. Dopiero teraz rozumiem, ile sie dokonało przez ostatnie 10 lat. Osiągnęliśmy w zawodzie to, na czym nam zależało, a dzieci dorosły i sa na studiach. Opuściły gniazdo, zostawiając na pamiątkę swe pokoiki. Poranki sa ciche, bez głośnej muzyki dochodzącej z ich dwóch pokoi, a my z mężem mamy wieczory dla siebie.
Kryzys wieku średniego, ktory towarzyszy tym przemianom, nie zaszkodzi większości moich rówieśników. Może dlatego, ze mamy inne możliwości i oczekiwania niż nasi rodzice. Ostatnio rozmawiałam z manią o okresie, kiedy rodziła sie moja pierwsza córka. Mama miała 48 lat, ale patrząc na fotografię, trudno uwierzyć, ze jest na niej młodsza niż ja teraz.
- Wyglądam dużo starzej od ciebie - stwierdziła.
Rzeczywiście. Moje pokolenie wygląda przynajmniej o 10 lat młodziej niż nasi rodzice w naszym wieku. Mieliśmy szansę zainwestować więcej w swoj rozwój fizyczny i emocjonalny. Mama dorastała w czasach II wojny światowej, nie dojadała, a pojęcie zdrowego trybu życia w czasach jej młodości właściwie nie istniało.
Nasi rodzice dostali od losu więcej czasu niż mogli sie spodziewać, ale nie mieli jak przygotować sie do tej fazy życia. My mamy taką szansę. 50 lat to idealny wiek, aby zastanowić sie nad tym, jak żyjemy.
Szczególnie w ostatnich latach zaczęłam zdawać sobie sprawę, ze wszystkie siły, inwencję i czas poświęcam pracy, małżeństwu i dzieciom. To typowe dla tego okresu życia. Przysłowie mówi: "Przez pierwsze 40 lat życia buduje sie dom zewnętrzny, przez drugie - wewnętrzny".
Każdy, kto lubi i chce stawiać sobie nowe wyzwania łatwo odkryje, ze życie zaczyna sie po 50. To czas, by zaprzyjaźnić sie z życiem. Zrealizować dawne marzenia, kupić motocykl czy studiować egiptologię.
Ja wybrałam pisanie książek.
Na swoje urodzinowe przyjęcie zaprosiłam tylko tych, ktorzy naprawdę znaczyli coś w moim życiu. Niektórych nie widziałam od lat, ale prawdziwa przyjaźń wytrzymuje próbę czasu. Dziś zdaję sobie z tego dobrze sprawę.
- Masz urocze córki - woła do mnie ktoś z tłumu, ktory coraz gęściej wypełnia mój dom. - Kiedy je ostatnio widziałem, były o połowę mniejsze.
Wspomnienia. Dawno zapomniane sceny stają przed oczami.
Najpiękniejszy prezent dostałam od córek - album ze zdjęciami pokazującymi nas w różnych okresach wspólnego życia. Każde zdjęcie ma podpis, ktory mówi, jakie wspomnienia budzi w moich córkach zatrzymany w kadrze obrazek. Jestem wzruszona.
Wieczorem wśród kwiatów i prezentów pojmuję, dlaczego te urodziny sa takie wyjątkowe. Takiego albumu nie mogłabym dostać w wieku 30 czy 40 lat. Trzeba mieć na to przynajmniej 50.
I dlatego skończenie 50 lat jest wielkim świętem zbiorów.
Momentem, kiedy można popatrzeć, co życie nam przyniosło i podsumować swoje starania - wysiłki, wątpliwości, chwile radości i smutku.
Po raz pierwszy w życiu nie żałuję, ze jestem starsza.
- Heleen Crul
Tłum.: Maria Wilimek
Opis: zobacz życzenie Link: Wrzuć na Facebook -
Link: Skomentuj (0) | Oceń:
Link: Plus czy
Link: minus 38804 | Opowiadania | Dodał:
Link: anonimowi , 2012-04-25 15:19, punktów: -1 Wróciłam do domu w nastroju najgorszym z możliwych. Dzień mijał tragicznie. Spóźniłam sie na zajęcia, oblałam kolokwium a na domiar złego w czasie drogi powrotnej złapała mnie ulewa. Był to jeden z tych dni, w ktorych świat nagle bez żadnej przyczyny wali sie na głowę a człowiek czuje sie smutny i opuszczony w ogromnym świecie. Każdy chyba przeżył coś podobnego w swoim życiu, każdy chyba czuł sie tak, jakby świat obrócił sie przeciwko niemu.
Weszłam szybko do pokoju spodziewając sie wymówek za nieposprzątaną kuchnię i niezrobione zakupy. Zamknęłam za sobą drzwi i krzyknęłam w głębi duszy:
- Ile jest w stanie wytrzymać człowiek? Czy mam na to wystarczająco siły?
Patrzyłam pustymi oczami na klamkę jakbym oczekiwała, ze odpowie na moje retoryczne pytanie. Byłam załamana, sfrustrowana i nie miałam kompletnie żadnych chęci do życia.
- Powiem ci ile możesz wytrzymać - usłyszałam nagle za sobą.
Odwróciłam sie i zobaczyłam anioła. Miał długie kasztanowe włosy i zielone oczy, do stóp spływała długa błękitna szata. Był piękny, ale.... jego ciało nosiło ślady walki.
- Jesteś w stanie wytrzymać wszystko, co przyniesie ci los. jezeli będziesz wierzyć. jezeli będziesz kochać. jezeli będziesz walczyć.
Patrzyłam jak ogłupiała na jego rany, były mi tak dziwnie znajome, ze aż przeszyły mnie ciarki.
- A teraz powiedz... - Zaczął znowu - Ile jestem w stanie wytrzymać ja? I czy mam na to wystarczająco siły?
Po tych słowach wszystko zrozumiałam. Tę ranę nad czołem zadałam, kiedy powiedziałam siostrze żeby nie przychodziła do mnie z żadnymi problemami. Rana na przedramieniu to efekt tego, ze zwymyślałam koleżankę za to, ze znowu sie spóźnia na spotkanie. Stróżka krwi na policzku z pewnością pojawiła sie w chwili, gdy starałam wykręcić sie od codziennych obowiązków.
Naprawdę sama to wszystko zrobiłam?
- Tak, ty możesz wszystko - wyszeptałam ledwo słyszalnie - bo... jesteś aniołem!
- My też tracimy siły. My też umieramy, jezeli nasi podopieczni nas krzywdzą i w nas nie wierzą. Wtedy powoli tracimy energię i nie możemy ich chronić. W dalszej części ich wiara coraz bardziej zanika i to znów odbiera nam moc. Koło zamyka sie i toczy aż jedno z nas zginie.
- Ja w ciebie wierzę! - krzyknęłam jak małe dziecko.
- wiec przyjmij świat takim, jakim jest, znoś jego trudy. Nie krzywdź innych, nie rań mnie. I pozwól mi w ciebie wierzyć tak jak ty wierzysz we mnie, wtedy oboje będziemy mogli wszystko wytrzymać i na pewno będziemy mieli na to siłę.
Każdy dobry uczynek i iskierka nadziei to jedno piórko w skrzydłach Anioła Stróża
- Younga
Opis: zobacz życzenie Link: Wrzuć na Facebook -
Link: Skomentuj (0) | Oceń:
Link: Plus czy
Link: minus Strony: Poleć Klamerkę
Formularz:
Facebook: (

Ramka na stronie) Google: Szukaj
Formularz:
Słowo do wyszukania: Twoje konto
Formularz:
Login: Hasło:
Link: Zarejestruj się
Polecamy!
Link: Grafika: prezenty Link: Grafika: prezenty Imieniny
Najwięcej dodali
Opis: Lista użytkowników Link: Zobacz wszystkich >> Święto na dziś
Masz bloga albo stronę?
Podoba ci sie ta strona? Wstaw do siebie nasz link :)
Opis: Życzenia urodzinowe Formularz:
www.klamerka.pl" target="_blank" >Życzenia</a>' size="20" class="input" name="kod" type="text"
Polecamy:
Opis: Śmieszne filmiki - Link:
wierszyki i
smsy
Partnerzy:
Opis:
wierszyki i
smsy - Link: Śmieszne filmiki
Opis: Życzenia urodzinowe,
wierszyki miłosne, śmieszne
smsy, życzenia na Święta, wiersze, gotowe
smsy, złote myśli, aforyzmy, horoskopy - Link: Życzenia i
smsy
Opis: Zarabiaj na wyświetlaniu reklam